W zasadzie nie powinno być tej relacji, bo zapisałem się na 336km, zrobiłem zaledwie 2/3 dystansu. Ale co tam, napiszę coś.
Start był dość ostry. Pierwszy raz w maratonie, spodziewałem się normalnej jazdy: rozgrzewka, jazda przez ponad 200km, rozjazd. I tak było z wyjątkiem pominięcia fazy rozgrzewki i rozjazdu. Pędziłem w 15 osobowej z początku grupie z średnią prędkością 38km/h. Dla mnie było to dużo, bardzo dużo. Za dużo, zwłaszcza bez rozgrzewki. Zwłaszcza z huraganem wiejącym 40km/h z boku, czasem z przodu. Bufet olałem, tuż przed nim była hopka. Taka, że normalnie bym nie zauważył, ale Polar odnotował. W każdym razie normalnie bym nie zauważył, ale nie przy tej prędkości. Kiedy grupa (wtedy już 6 osób) poszła pod nią coś ponad 40km, odpuśiłem sobie.
Chwilę pogadałem z Gregorym, ale on zasuwał szybciej, ja musiałem dojść do siebie. Tętno średnie tego ponad 50km odcinka 190 bpm, max. 200 bpm. Do mety mimo wszystko dowiozłem srednie HR 181 bpm.
Drugie kółko pojechałem już spokojnie, w swoim tempie. Waliło gradem, wiało ze 100km/h, padało przez cały prawie czas. 40minut zabrały mi dwie gumy, które po drodze musiałem łatać. Trochę się wkurzyłem, bo wiedziałem, że opony mam już trochę zużyte. Nawet chyba o tym wcześniej pisałem. Z braku zapasów, braku łatek oraz konieczności bycia w domu przed północą, musieliśmy się szybciej zwijać i nie pojechałem już 3 kółka.
Łatanie kół w nocy jakoś mi się nie uśmiechało, a nie zdążyłbym na 22. Ogólnie czas 9:10, z jazdy 8:30 to niezbyt rewelacyjny wynik. Na pewno byłbym szybciej, gdyby nie gumy i to szaleńcze tempo na początku imprezy, które nieco mnie pogrążyło. Być może udało by mi się zdążyć przejechać też trzecie kółeczko.
Nie mam też medalika upamiętniającego start, ale to oczywiste. W czasie kiedy je rozdawano, ja już bawiłem się z dzieciakiem ;-).