
Pogoda ładna, ładnie pada, ładnie też jest chłodno.
Pierwsze wiadomości mamy takie, że na razie z moją formą kiepsko. Co prawda umiem już przejechać 200km w 6h, ale to zaledwie 1/4 tego co trzeba w lipcu w Puławach.
Na razie się nie zapowiada, że dam rade, ale będę robił ile się da, żeby się dało.
W każdym razie organizacja Bałtyk-Bieszczady idzie naprzód, zapisało się już ponad 100 osób, ale niewiele wpłaciło. Myślę, że termin wpłat jest zbyt wczesny i to dlatego tak. Ale z drugiej strony rozumiem organizatora. Musi wiedzieć ile osób pojedzie na pewno. Jeśli nie będzie funduszy, to ciężko wyłożyć na prawie tygodniowe utrzymanie setki chłopa, z własnej kieszeni. I to chłopa jadącego rowerem przez całą Polskę.
No ale u mnie na razie kicha. Jest połowa maja a ja nie przejechałem jeszcze żadnej trzysetki. I nie zanosi się, że zrobię to w najbliższym czasie. Chyba dopiero w Radlinie jak dożyję. Tam jest niby 450, ale chyba daruję sobie trzecią pętlę i na 450 pojadę do Rebego do Włocławka na początku czerwca.