
Żyję, jest nowa aktualność. Wcześniej nic nie pisałem, bo nic nie robiłem ciekawego.
Tej jedynej majowej soboty była pogoda, w którą psa bym z budy nie wypędził, a jednak zdecydowałem się pojechać i to 700. Kicha była od samego początku, z perspektywami na przejaśnienie. Pozostały tylko perspektywy. do 17 jeszcze było na tyle ciepło (~12*), że można było jakoś jechać. Niemniej tempo w okolicach 37-40km/h skutecznie wychłodziło i zniechęciło do jazdy moje ciało. Zziębnięty i ociekający wodą zrezygnowałem po 200km, jak większość doświadczonych kolarzy, jeszcze przed nadejściem jakiś poważnych kłopotów zdrowotnych. Trzech czy czterech następnych poddało się po następnej setce, jeszcze przed rozpoczęciem nocy.
Grupa "500" jechała trochę wolniej, więc też nie wychłodzili się aż tak i dotrwali do rana. Gratulacje dla nich za odwagę i hart ducha. Mam nadzieję, że nie odbije się to na ich zdrowiu. Z różnych źródeł słyszę, że kilku z nich cierpi na przeziębione kolana czy inne dolegliwości. Oby udało im się szybko wykurować, bo pogoda poprawiła się z dnia na dzień.